Po „Registan nie stoi w jednym miejscu” napisał do mnie Adam.
Przez lata słyszał jeden z wersów Sweet Home Alabama trochę inaczej. W tekście utworu jest:
Carry me home to see my kin.
Adam słyszał:
Carry me on to Samarkand.
I próbował jakoś pogodzić jedno z drugim. Co Alabama ma wspólnego z Samarkandą? Może gdzieś w Stanach istnieje druga Samarkanda. Ameryka jest duża. Czemu nie. Może jakaś ciężarówka rzeczywiście wraca właśnie tam do domu.
Dopiero po przeczytaniu mojego tekstu postanowił sprawdzić. Kilka stron, YouTube, kolejne wersje. Samarkandy nie znalazł.
A potem napisał, że teraz ciągnie go tam jeszcze bardziej.
Kilka wiadomości później dostałem:
„Coś się wydarzy, przynajmniej będziesz świadkiem, że nie zwariowałem”.
I zaraz następne:
„A może już zwariowałem”.
Wypadało odpowiedzieć.
Adamie,
skoro zastanawiasz się, czy zwariowałeś, trafiłeś pod właściwy adres. Muszę Cię tylko uprzedzić, że wybrałeś dość podejrzanego świadka.
Przez lata słyszałeś Samarkandę tam, gdzie jej nie było. Do tego próbowałeś znaleźć dla niej miejsce na mapie Stanów Zjednoczonych.
Dowód niepoczytalności numer jeden.
Potem zrobiłeś rzecz całkowicie rozsądną. Sprawdziłeś i przegrałeś. Samarkandy w tekście utworu nie ma.
Sprawa powinna się właściwie tutaj zakończyć. Kilka źle usłyszanych sylab. Tekst ustalony, geografia uratowana, ciężarówka może spokojnie zawrócić do Alabamy.
Tyle że wtedy napisałeś, że teraz chcesz zobaczyć Samarkandę jeszcze bardziej.
Sprawdziłeś tekst w kilku miejscach i wszędzie wychodziło to samo: zespół Lynyrd Skynyrd nikogo do Samarkandy nie wysyłał. Nie można już tylko sprawić, żebyś przez wszystkie poprzednie lata słyszał coś innego.
Annuszka zdążyła rozlać olej.
Napisałeś:
„Tak po prostu miało być”.
Nie wiem, Adam. Może nie miało. Może po prostu źle usłyszałeś.
Mógłbym teraz dopisać do tego przeznaczenie. Że Samarkanda Cię wołała, a Lynyrd Skynyrd przypadkiem przekazał wiadomość. Tylko po co. Samarkandy w tekście nie było.
Nie jestem pewien, czy sama pomyłka wyjaśnia Ciebie.
Zresztą prosiłeś mnie o świadectwo zdrowia psychicznego wyjątkowo nierozważnie. Iwan Bezdomny miał przynajmniej tę przewagę, że w klinice odwiedził go Mistrz. Ty dostałeś mnie.
Choć Mistrz też przyszedł tylko z pokoju obok.
Zanim więc Cię uspokoję, mam własny problem.
Dowód niepoczytalności numer dwa.
Od kilku lat wracam na ten sam plac w Samarkandzie i po każdym powrocie twierdzę, że zastałem inne jego tłumaczenie.
Registan się nie rusza. Można sprawdzić współrzędne. Medresy i minarety stoją na swoich miejscach, a ja upieram się, że za każdym razem czytam ten sam plac trochę inaczej.
Jesteśmy więc, Adamie, dwoma dość podejrzanymi świadkami rzeczywistości. Sąd miałby z nami kłopot.
Na szczęście mamy wspólnego adwokata. Tego samego, który nas ze sobą poznał.
Nasza znajomość też nie zaczęła się szczególnie rozsądnie.
Do Nowego Jorku trafiłem właściwie w trzy dni. Pojawił się maraton pływacki na Hudsonie, zrobiłem ESTA i poleciałem do kraju, do którego wcześniej wcale nie chciałem jechać.
Odebrałeś nas z lotniska. Potem przez trzy dni było trochę rzeczy, których nie wpisuje się do przewodnika. Był śmigłowiec nad Nowym Jorkiem i prom obok Statui Wolności. Wcześniej nie miałem tego miasta nawet na swojej liście.
Ty urządziłeś tam swoje życie.
A gdzieś pomiędzy tym wszystkim została Samarkanda. Z Nowego Jorku jest daleko.
W tej sytuacji pozostaje nam zachować się rozsądnie.
Dowód niepoczytalności numer trzy: po przedstawieniu dwóch poprzednich uznałem, że najlepszym sposobem wyjaśnienia całej sprawy będzie spotkać się właśnie na Registanie.
Przyjedź.
Pokażę Ci mój Registan. Usiądziemy w samym środku zgiełku i napijemy się herbaty. Dokładnie tak, jak chciałeś.
Ty sprawdzisz, czy to właśnie tę Samarkandę słyszałeś przez wszystkie te lata. Ja sprawdzę, które tłumaczenie Registanu tym razem zastałem.
Kiedykolwiek wybierzesz się do Samarkandy, będę na Ciebie czekał na Registanie.
Zaproszenie zresztą nie jest tylko dla Adama. Jeżeli masz własną Samarkandę, własną Annuszkę albo choćby historię, której nie daje się do końca rozsądnie wyjaśnić, napisz. DM wystarczy.
Może kiedyś trafimy w tym samym czasie na Registan. Miejsce przy herbacie się znajdzie.
Tylko nie przyjeżdżajcie po diagnozę. Świadek też siedzi na oddziale.